Kilka dni temu Gibson na swojej stronie zamieścił oficjalną linię historyków 2018. Z najważniejszych zmian:

  • Zlikwidowany został podział z 2016r na Standard Historic oraz True Historic. Wszystkie historyki są od tej pory w jednym worku z etykietką 2018 Historic.
  • Wszystkie historyki 2018 zawierają elementy plastikowe dostępne dotychczas jedynie w serii True Historic. Składniki z których wytworzono te elementy są dokładnie takie same, jak w latach 50.
  • Wszystkie historyki 2018 posiadają gryf, podstrunnicę i top przyklejony za pomocą poprawnie historycznych klejów zwierzęcych (Hot Hide Glue). Do tej pory taką specyfikację miały jedynie instrumenty spod szyldu True Historic.
  • Modele Historic LP Standard 1956, 1957, 1958 i 1959 mają wspólny profil gryfu. Został on skopiowany z autentycznego egzemplarza Les Paul z 1959 roku i jest nieco cieńszy od dotychczasowego gryfu w modelu R9. Informację o tym możecie znaleźć w naszym styczniowym artykule TU. Model Historic LP Standard 1960 zachował węższy profil.
  • Dostępny jest nowy rodzaj Bursta. Nazywa się Fade i wygląda jak częściowo wyblakły lub niedokończony klasyczny burst. Zwykłe bursty są cały czas dostępne.
  • Ponadto wszystkie historyki 2018 mają gryf Long Tenon Neck, pełny korpus z jednego kawałka mahoniu, nylonowe siodełka, oraz co jest nowością – poprawny historycznie rozmiar progów.

To czego nie znajdziemy w katalogowej specyfikacji producenta, możemy sobie zawinszować w programie MADE 2 MEASURE.

porównanie cen

Zabrzmi to nieprawdopodobnie ale Gibson zaserwował nam historyki 2018 w cenach niższych niż obie ostatnie serie z 2016r. Zważywszy że teraz specyfikacja 18stek praktycznie zrównała się z wersją True Historic, nie ma na co narzekać.

1956

Naszą podróż zaczynamy od roku 1956, czyli dosłownie krok przed wprowadzeniem humbuckerów. Model Les Paul oferowany był wówczas jedynie w wykończeniu Goldtop z naturalnym (lub sporadycznie z ciemnobrązowym) tyłem. Dziś Gibson proponuje nam wierną replikę modelu z tego rocznika, czyli mówiąc językiem potocznym – R6stkę. Cechą charakterystyczną tego modelu są dwa przetworniki typu single (Custom P-90). Producent na swojej stronie oferuje nam wykończenie Antique Gold w wersjach na wysoki połysk (Gloss) oraz w „używanej ale bez uszkodzeń lakieru” (VOS).

1957

Wznowienie tego rocznika Goldtopa różni się od R6 jedną kluczową rzeczą – humbuckerami. Mimo że Gibson już w 1955r jako pierwszy na świecie opatentował ten dwucewkowy przetwornik, to na rynek najpierw wprowadził go Gretsch, a dopiero 4 tygodnie później zrobił to Gibson. Co by nie mówić humbucker to kamień milowy w historii muzyki a świeżutki Goldtop z 1957 roku dopiero co został w niego wyposażony. Wznowienie tego rocznika (czyli R7) posiada dokładnie taką samą specyfikację jak R6 z wyjątkiem wspomnianych wyżej przetworników w postaci CustomBuckerów. Gibson oferuje nam wersję Gloss i VOS dostępne w opcji z tyłem lakierowanym w klasyczny Natural lub w Darkback.

Analogiczna sytuacja dotyczyła modelu Custom – w 1957 roku sercem tego modelu stały się humbuckery. Wersja z trzema pickupami była klasyczną i najczęściej spotykaną; wersja z dwoma humbami była rzadsza. Mimo tego, że współczesne custom shopowe wznowienie tego modelu (czyli B7) w latach 90. było bardzo dalekie od oryginału, to dzisiejsza czarna piękność plasuje się już bardzo blisko celu. Korpus tego instrumentu stanowi jeden kawałek mahoniu (bez podziału na top i plecy), majestatyczne czarne wykończenie promienieje swoistym blaskiem, a przepięknie pożółkłe nitro jasno daje nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z prawdziwie vintage’ową specyfikacją. W obliczu gdy każdy najdrobniejszy detal tej serii przekłada się na cenę, nieporozumienie stanowią klucze. „Wafle” z metalowymi tulipanami w tym modelu pojawiły się dopiero w 1968r, czyli 11 lat później. Wstyd, w dodatku z metką $7700.

1958

W tym roku Gibson zastąpił złotą farbę wykończeniem Cherry Sunburst. Utarła się też nazwa Standard – bo do tej pory ten LP figurował pod nazwą GoldTop. Pomimo tego, że klonowy top pojawiał się w 58r losowo w wersjach plain lub flame, to dziś Gibson oddziela marketingowo wznowienie tego rocznika jako wersję z plaintopem (R8), zachowując flametop dla kolejnego modelu (R9). W praktyce jednak nie ma sztywno osadzonych granic: widujemy R8mki z przepięknymi flejamami oraz bardzo smutne R9tki, co poniekąd świadczy o słynnej „lepszej” kontroli jakości CustomShopu względem zwykłej linii USA. Ale do rzeczy. W latach 58-60 LP Standard produkowany był tylko w jednym wykończeniu (Cherry Sunburst), a wraz z upływem czasu anilina będąca składnikiem lakieru zmieniała swój kolor, bledła lub ciemniała. Dzięki temu ówczesne Sunbursty dziś wyglądają przeróżnie – Tobacco, Iced, Lemon, Bourbon, etc to wszystko nazwy umowne nadane przez kolekcjonerów, definiujące zmiany w oryginalnym kolorze Cherry Sunburst. Nic więc dziwnego, że Gibson współcześnie serwuje nam poza klasycznym wykończeniem również inne warianty kolorystyczne nawiązujące do egzemplarzy które zmieniły swoje barwy. W tym roku dostajemy Dark Bourbon Fade, Honey Lemon Fade, Royal Teaburst oraz Vintage Cherry Sunburst. Wszystkie są dostępne w wariantach Gloss oraz VOS.

1959

O nowej R9 będzie krótko ponieważ jest to ten sam instrument co R8, a jedyną różnicę w specyfikacji stanowi Figured Maple Top zamiast plaintopu. Warianty wykończeniowe są identyczne jak w omawianej wyżej R8.

1960

Zgodnie z poprawnością historyczną, R0 (czyli wznowienie LP Standard z rocznika 1960) posiada węższy gryf. Różnicę stanowią również klucze double rings oraz gałki typu reflector. R0 posiada tą samą paletę wykończeń co R8 i R9.

1961

Następcą całkowicie wycofanego z produkcji w 1960 roku modelu LP był model SG. Ten instrument przez pierwsze dwa lata produkcji nazywał się jednak… Les Paul. Dopiero w 1963r po przepychankach z Lesterem Polsfussem nazwa została zmieniona na obecną. Nikogo zatem nie powinna dziwić charakterystyczna inkrustacja na truss rod cover, natomiast zastanawiać może nas cena instrumentu – $4500.

PODSUMOWANIE

To by było na tyle jeśli chodzi o oficjalną linię historyków 2018. Cieszę się że wróciły w znacznie lepszej formie niż ostatnio, ubolewam nad ciągle wysokimi jak na realia przeciętnego Kowalskiego cenami. Szkoda, bo ta seria bez dwóch zdań jest obecnie w szczytowej formie i nie każdy będzie miał okazję zapoznać się z namiastką historii muzyki rozrywkowej, którą tymi instrumentami bez wątpienia współtworzył Gibson. Jeśli znudzą nam się klasyczne wykończenia, możemy pokusić się o skorzystanie z programu MADE 2 MEASURE i wykreować własne oblicze szczęścia – tak jak zrobił to WildWood. Wreszcie zaczyna dziać się coś pozytywnego. Oby tak było i na innych frontach.

Kuba Olejnik