Trafił do nas Gibson LPC wyprodukowany w 2000r. Hardware we wszystkich możliwych kolorach, plastiki w przeróżnych odcieniach kremu, mocno trefny lakier – a pod nim, prześwitujące niespodzianki. Oryginalność gitary nie podlegała najmniejszej dyskusji, natomiast modyfikacje wzbudzały sporo zastrzeżeń. Właściciel nie znał historii tego instrumentu – kupił go w tym stanie kilka lat temu, a teraz chciał doprowadzić go do porządku i jeszcze raz pomalować na czarno. 

Nie trzeba być dr Żywago żeby zdiagnozować, że hardware i plastiki to składak wykonany na szybko – w dodatku z losowych elementów które akurat były dostępne pod ręką. Nieudokumentowany refinish nigdy nie wróży dobrze ponieważ nie wiadomo co zastaniemy pod lakierem: łamaną główkę, ponaglenie od komornika, albo jeszcze coś gorszego… Na plecach korpusu widać było kontury dwóch prostokątów z rysunkiem drewna układającym się poprzecznie w stosunku do pleców. W cutaway’u dopatrzyliśmy się zamaskowanego otworu. Lakier został położony przedziwnie: plecy w dwóch odcieniach czarnego, z kolei baza na topie ułożyła się w „skórę aligatora”, gryf w okolicach główki został zabejcowany, a front główki zamiast czarnym lakierem, spryskano jedynie bezbarwnym. Prawdziwy Frankenstein.

Zastanawiający był fakt, w jakim celu ktoś wywiercił wszystkie te otwory a potem je zamaskował? Przez kilka dni zachodziliśmy w głowę co przydarzyło się tej gitarze, kiedy na jednym z zagranicznych portali przypadkowo napotkaliśmy ogłoszenie dotyczące sprzedaży bardzo nietypowego gibola: LP Standard Demo. Instrument ten fabrycznie posiadał wyfrezowane otwory na wylot korpusu, w które od strony pleców zapinało się drewniane klocki z pickupami. W ten sposób wymiana pickupów trwała kilka sekund. Była to gitara pokazowa, stworzona dla sklepów w celach demonstracyjnych. Co ciekawe – fabrycznie nie była lakierowana. Poszliśmy za tym tropem i po kilku innych Standardach Demo odnaleźliśmy także jedyny upubliczniony egzemplarz tego modelu w wersji… LP Custom (https://theguitarfarm.eu/product/1557/gibson-les-paul-pickup-demo-les-paul-custom-6-string-guitar-for-sale.html). Tak jest – taka wersja rzeczywiście istniała i wszystko wskazywało na to, że jedna ze sztuk  wylądowała u nas na warsztacie. Przyznam że odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ to odkrycie całkowicie zmieniło status postrzegania tej gitary: z dziwacznie poprzewiercanego, modyfikowanego i fatalnie zrefinishowanego regularnego Customa, na nieestetyczną konwersję z unikatowego modelu LPC Demo.

Przekazaliśmy dobre wieści niczego nieświadomemu właścicielowi i wzięliśmy się za ściąganie lakieru. I tutaj druga dobra nowina – główka okazała się cała, bez napraw. Czyli byliśmy w domu. Odsłoniliśmy symetryczny, dwuczęściowy plaintop. Plecy nas nie zaskoczyły – wiedzieliśmy czego się spodziewać, aczkolwiek ilość szpachli zatrważała.

Przez chwilę rozważaliśmy scenariusz przywrócenia oryginalnego wyglądu LPC Demo ale zgodnie stwierdziliśmy, że to bez sensu ponieważ ani nie mieliśmy klocków z pickupami, ani szklanej gabloty, ani tak naprawdę ochoty tego robić. Gitara brzmi nieprawdopodobnie dobrze i szkoda było by pogrzebać jej szanse na pewny sukces na deskach największych scen tego świata. Odciągnęliśmy również właściciela od pomysłu refinishu na czarny kolor, ponieważ takich LPC ci u nas dostatek. Szukaliśmy inspiracji kolorystycznych, ale cały czas poważnym ograniczeniem były mankamenty drewna powstałe podczas konwersji. Udaliśmy się więc do pracowni Witkowski Custom Guitars aby problem rozwiązać.

Na potrzeby tego projektu, p. Marek Witkowski stworzył urządzenie które ustabilizowało poziom gitary jednocześnie pozwalając na jej pełną mobilność. Następnie wykonał frez całej powierzchni pleców z wykluczeniem bindingu i na podstawie szablonu wkleił w to miejsce mahoniowy obłóg. Robota została wykonana pierwszorzędnie – nie widać żadnych śladów ingerencji, plecy wyglądają jak z fabryki. Ponadto otwór w cutaway’u został zaślepiony z zachowaniem kierunku faktury drewna, a otwory po współczesnym moście Nashville zakołkowano i przysposobiono pod historyczny most ABR. Dziękujemy za tą robotę!

Tak przygotowany instrument wrócił do nas na refinish. Ustaliliśmy z właścicielem kierunek dalszych działań i rozpoczęliśmy prace. Wyczyściliśmy i wyrównaliśmy całą powierzchnię drewna oraz bindingi. Pory wypełniliśmy orzechowym fillerem. Położyliśmy sealer, kolory bazowe, a na koniec pożółkłe top coats. Scenariusz na tył przewidywał transparentny Dark Walnut, natomiast na top… Candy Apple Blue. Było to spore wyzwanie i mieliśmy trochę główkowania jak to wszystko połączyć, aby nie pozmieniać kolorów. Ba, nawet front główki wreszcie dostał czarne nitro.

Niezależnie od odważnego koloru topu, chcieliśmy aby gitara nawiązywała do Złotej Ery i do rocznika 1968r. Dlatego zdecydowaliśmy się na hardware i plastiki nieodzownie kojarzone z tamtym okresem, a dziś nieco zapomniane. Zainstalowaliśmy więc stylowe klucze Kluson WaffleBack, prawdziwy most ABR, wysokie ramki pickupów, aluminiowy strunociąg, gałki Witchhat oraz trójwarstwową płytkę gniazda jack. Rozdziewiczyliśmy top i zamocowaliśmy pickguard. Wszystkie elementy metalowe które zastosowaliśmy są niklowane i postarzone. Wymieniliśmy również elektrykę: pozbyliśmy się metalowej płytki ze współczesnym układem i użyliśmy potków CTS500, prawdziwych kondensatorów PIO, a całość połączyliśmy wg 50s wiring. Sercem naszej maszyny został set 500T/496R który zadziwiająco dobrze sprawdził się w tej gitarze – ale nie wykluczone, że za jakiś czas w jego miejsce pojawi się coś bardziej vintage’owego.

Lakierowanie wykonaliśmy oczywiście w technice 100% nitro. Nie wspomagamy się izolatorami i twardymi lakierami podkładowymi, działamy zgodnie ze sztuką lat 50. Całość wypolerowaliśmy na gloss, a następnie nieznacznie zVOSowaliśmy (ponieważ w tym przypadku postawiliśmy na naturalne postarzenie wraz z upływem czasu i użytkowaniem). Jeśli chodzi o Candy Apple Blue to warto wiedzieć, że w ciemnych pomieszczeniach wygląda atramentowo; na słońcu rozjaśnia się i spod spodu przebija delikatny metalik; a przy żółtym ciepłym świetle trąci nutką seledynu. Bez dwóch zdań był to bardzo ciekawy i pracochłonny projekt. Artur – dziękujemy za zaufanie.

Kuba Olejnik