Raymond Dietrich to postać kojarzona przede wszystkim z motoryzacją ubiegłego wieku. Bliski przyjaciel syna Henry’ego Forda, producent karoserii, projektant linii Dodge, Packard, Lincoln i Chrysler, osiadł na zasłużonej emeryturze nie gdzie indziej, jak w ówczesnej stolicy Gibson Corp. – czyli w Kalamazoo. I prawdopodobnie doczekałby ostatnich chwil sącząc w spokoju martini na werandzie swojej willi, gdyby nie Theodore McCarty (szef Gibson Corp.) który bezczelnie zakłócił mu obserwację młodej, gibkiej i pełnej życia służącej rozwieszającej pranie, słowami: „…Ray! Zaprojektuj mi nową gitarę”.

Dietrich nie odrywając wzroku od służącej dopił drinka i odstawił szklankę na drewnianą, lekko już sfatygowaną i uginającą się pod jego ciężarem podłogę werandy. Następnie wstał z bujanego fotela, sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął z niej złożoną na czworo kartkę. Bez słowa wręczył ją McCarty’emu, spojrzał mu prosto w twarz zatrzymując wzrok na linii jego oczu dłużej niż wymaga tego bon-ton i odpowiedział: „Tego szukasz”. McCarty rozłożył kartkę i jego oczom ukazał się szkic przedstawiający służącą Dietricha ubraną jedynie w bieliznę, w niedwuznacznej pozycji z jakimś muskularnym 20-latkiem o mocno przerysowanych walorach anatomicznych, mogącym uchodzić za Dietricha jakieś 50 lat i tyle samo kilogramów tłuszczu temu. Pytającym spojrzeniem pokazał zawartość kartki Rayowi, a ten, z kamienną twarzą sięgnął do drugiej kieszeni, wyciągnął z niej inną kartkę, wręczył bez słowa McCarty’emu, po czym szybkim krokiem oddalił się do środka swojego domu. Ted upewniwszy się dwukrotnie, że szkic zawiera to po co przyszedł, popędził do działu projektowego Gibson Corp. W ten oto sposób, w 1963r haki sklepów muzycznych zapełnił zupełnie nowy model gitary elektrycznej Gibson, z największą jak do tej pory główką i z najdłuższym gryfem – Firebird. Kartki z oboma szkicami znaleziono podczas przeprowadzki do Nashville lata później w szufladzie biurka McCarty’ego i dziś zdobią ściany muzeum dobra kulturowego Kalamazoo. Mam nadzieję, że obaj Panowie wybaczą mi jeśli gdzieś w tej opowieści rozminąłem się z prawdą, ale mam przeczucie, że cała historia z udziałem Dietricha w projektowaniu Firebirda mniej więcej tak mogła wyglądać od kuchni.

Raymond Dietrich i jedno z jego wielu dzieł: 1934 Packard Boattail Speedster

Ognisty Ptak odsłonił się w 1963r. w czterech wersjach. Podczas gdy modele LP i SG dostały nazwy (Junior, Special, Standard, Custom), pierwsze wersje Firebirda zostały opatrzone cyframi nieparzystymi (I, III, V, VII). Cyfry parzyste (II, IV) zostały zarezerwowane dla Thunderbirda – czyli basowej odmiany Firebirda. Sam Firebird, szybko został potocznie ochrzczony jako ‘reverse’, z uwagi na odwrócony względem gitar innych producentów (Fender) korpus. Przez lata powstało wiele odmian i modeli Firebirda (m.in. X, XII, Studio, Zero, ‘non-reverse’) – ja, mam przyjemność zaprezentować Wam dziś kawałek współczesnej historii, czyli model V Reissue z 1991r.

strona z oryginalnego katalogu Gibson z 1991

„Piątka” była produkowana w latach 1963-65, następnie przez chwilę zmagano się z jej wersją ‘non-reverse’, by potem na krótko (1976-78) przywrócić jej pierwotną wersję – niestety z licznymi modyfikacjami. Na wznowienie klasycznej V trzeba było czekać aż do 1990r. Nasz dzisiejszy bohater jest więc z drugiego rocznika wznowienia. Jego główka ciągle posiada klucze ‘banjo-style’, które po wielu latach produkcji zostały zastąpione w 2010r przez klucze Steinberger Gearless System.

Można spotkać się z opinią, że FB ma szerszy od reszty Gibsonów gryf. Nic bardziej mylnego – jego parametry są co do 1mm dokładnie takie same, jak chociażby w klasycznym LP. Inny natomiast, jest jego profil: przypomina on połączenie ’60 z ‘50s, bardziej w stronę płaskiego kształtu ’60. Skoro jesteśmy już przy gryfie nie sposób nie wspomnieć, że Firebird to pierwsza gitara elektryczna Gibson skonstruowana metodą ,neck-through body,. Oznacza to, że gryf przechodzi przez całą długość instrumentu – od początku główki, do samego końca korpusu. Zbudowany jest on z poprzeplatanych ze sobą dziewięciu warstw drewna (4 warstwy orzecha i 5 mahoniu), co pięknie jest wyeksponowane przy wszelkich transparentnych wykończeniach. Warto wiedzieć o tym, że pierwszy rok produkcji V i późniejsze wznowienia z lat 70. miały gryf składający się jedynie z dwóch kawałków mahoniu. Na palisandrowej podstrunnicy naszego egzemplarza znajdziemy 22 progi oznaczone markerami w kształcie trapezów.

Korpus Firebirda stanowią mahoniowe boczki „wings”, doklejone do gryfu. I tutaj ciekawostka, której nie byłem świadomy, i o której dowiedziałem się przy okazji testowania tej sztuki. Myślałem, że boczki korpusu są doklejone do gryfu na płasko – czyli dokładnie tak, jak sklejane są plecy LP, SG, Explorera, Flying V i zapewne każdej innej gitary Gibson. Okazało się jednak, że boczki w Firebirdzie wpuszczane są w gryf pod kątem. Zweryfikowanie tego było możliwe dzięki nieprodukowanej już wersji wykończenia VSB (we wznowieniu dostępnej tylko w latach 1990-93), w której boki i tył instrumentu są wykończone w naturalu, tak jak oryginał z 1963r. Następne roczniki (czyli te od 1994r), mają już czarne boki i burst na plecach. Nie sposób pominąć znak rozpoznawczy Firebirda – czerwonego, ognistego ptaka wypalonego na pickguardzie. Mimo tego, że początkowo nie wszystkie V go miały, dziś stanowi on nieodłączny element tego modelu.

Sercem współczesnego Firebirda V są dwa ceramiczne mini humbuckery 495R i 495T, na których spodzie wygrawerowane jest PAT. NO. 2737842. Pomiar mostkowego pickup’u pokazał 15.02KΩ. Pod nimi, w cavity hole, natrafiłem na ślady minionej epoki – stemple z nazwą wykończenia (VSB – Vintage SunBurst), oraz z datą produkcji korpusu (07.05.1991). Gryf, został oznakowany 3 dni wcześniej. Gibson niedługo potem owe stemple zastąpił odręcznymi, nieczytelnymi bazgrołami pracowników. Pod płytką maskującą czekała na mnie kolejna niespodzianka – cały układ w oryginalnym, bez śladów ingerencji stanie, a w nim potencjometry CTS datowane na… 1989r. W Gibson Corp. nic się nie zmarnuje! Wartości Tone wynoszą 496K dla gryfowego i 463K dla mostu. Potkami sterujemy za pomocą gałek typu black top hat silver reflector.

Bardzo miłym akcentem jest most ABR, który producent zaserwował nam w wznowieniach z lat 1990-2003 i który w przeciwieństwie do egzemplarzy z lat 70. wyposażonych most Nashville, stanowi miły punkt nawiązujący do historycznej poprawności. Jest to oczywiście wersja wired (czyli ta z drucikiem przytrzymującym śrubki do regulacji menzury). Most Nashville wyparł ABR w Firebirdzie w 2004r i utrzymał się do dziś. We współczesnej adaptacji „piątki”, Gibson zastąpił Maestro „Lyre” Vibrola zwykłym stopbar’em. Hardware został wykonany z zamaku i jest chromowany.

O brzmieniu nie lubię się rozpisywać, więc w skrócie powiem tak: zdecydowanie dominują niskie tony, ale nie ma mułu. Na gainach pojawia się przepiękna rockowa chrypa, taka, jakby ten Firebird stał na deszczowym Woodstock ’69 i podczas występu Johnny Winter’a skandował z publiki bezustannie „Pick me Johnny! Pick me!”. Oczywiście to nie możliwe, bo ta gitara została wyprodukowana 22 lata po Woodstock, może więc gardło zdarła na jakimś zupełnie innym koncercie. Nie wnikam. Wracając do tematu: podczas grania akordów, dźwięki nie zlewają się ze sobą – są selektywne, czytelne i ładnie wybrzmiewają.

Co tu dużo gadać – gdy w parze z fajnym soundem idzie stylowy wygląd, łatwo o niekontrolowane drżenie powieki, a takowe pojawiło się i u mnie. Na pewno jest to gitara z pazurem, której charakteru nie sposób odmówić.

Paweł Wilczyński i Paul Wolf Guitars – dzięki za udostępnienie do testów!

Kuba Olejnik