Tym razem w moje ręce wpadł jeden z najnowszych wypustów dywizji Gibson USA – LP Standard 2017. Testowany egzemplarz pochodzi z serii T, czyli z tej teoretycznie nie naszpikowanej nowościami technicznymi. Trudno jednak w przypadku współczesnej wersji modelu Standard mówić o klasyce czy o tradycji, skoro od dekady producent bezustannie szprycuje go innowacyjnymi rozwiązaniami, sprytnie ukrytymi pod truss rod cover z napisem jednego z najbardziej rozpoznawalnych i pożądanych modeli gitary elektrycznej. Plecy z kilku kawałków drewna, niczym w Norlinowskich latach. Uzbrojony w błyszczące, blokowane klucze. Elektronika na drukowanej płytce PCB, pickupy na szybkozłączkach. Nowoczesny, asymetryczny profil gryfu. Kompensowany radius podstrunnicy. Wszystko to osadzone na komorowano-drążonym korpusie. Czy to właśnie z tymi „udogodnieniami”, powinna kojarzyć się nazwa Gibson LP Standard?

Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem wrogiem nowinek technicznych, przeciwnikiem rozwoju i innowacyjności. Staram się mieć otwarty umysł. Daję szansę nowym pomysłom, nie dyskredytuję z automatu każdej myśli producenta. Kocham wszystkie gibole – i te stare, i te nowe. Tyle tylko, że nie lubię jak mydli mi się oczy. A księgowi Gibsona wykonali w 2008r iście napoleońskie posunięcie: pod nazwą vintage’owej klasyki „LP Standard” wprowadzili na rynek zupełnie nowy, naszpikowany nowoczesnymi rozwiązaniami produkt (który de facto, powinien nazywać się LP Modernus albo Futurist). Paradoksalnie, jest to naprawdę fajna gitara – lekka, funkcjonalna i bardzo dobrze brzmiąca. Szkoda tylko, że jednym marketingowym pociągnięciem przekreślono wieloletni, budzący respekt i szacunek szyld.

Poszukiwacze Świętego Graala specyfikacji w wersji sklepowej do 10k pln, zdążyli w tym czasie przestawić swoje radary na modele LP Traditional czy LP Classic, którym pod tym kątem zdecydowanie bliżej do fiftiesów, niż bohaterowi dzisiejszej opowieści. Oczywiście LP Standard święty nie był i w latach poprzedzających ostatnią dekadę zmian nie uniknął, nigdy jednak nie były one wprowadzone w takiej skali, jak od roku 2008 do dziś. Nie jest żadną tajemnicą, że wiosną 2012r przestano wreszcie komorować jego korpus i zaserwowano mu zupełnie nowy typ drążenia – Modern Weight Relief. W modelu 2017,  Gibson powiększył nieco rozmiar tych otworów, a nazwę przechrzcił na Ultra Modern Weight Relief. Ten typ budowy znajdziemy aktualnie w obu seriach  Standarda: T i HP. Tył korpusu jest sklejony z dwóch kawałków mahoniu, a prezentowany poniżej egzemplarz waży 3.7kg, co czyni go jednym z lżejszych w swojej klasie.

Na główce błyszczą blokowane klucze Grover. W tym modelu po raz pierwszy zastosowano je w 2008r, w wersji Tulip. Wiosną 2012 wraz z kolejną generacją Standarda zamieniono je na nerki i ta opcja obowiązuje do dziś (z drobną przerwą na modele z rocznika 2015, które tak jak potem cała seria HP zostały zaopatrzone w G-Force’a). Blokowane klucze to bardzo wygodna sprawa, przy większych rozmiarach strun pojawia się jednak problem – blokada  „nie łapie” i pozostaje montaż tradycyjny (testowałem w kilku gibolach na rozmiarze 56). Na froncie główki przyklejono nakładkę z fibry z logiem z macicy perłowej. Ten patent wszedł na początku lat 70., zastępując drewnianą nakładkę (tzw Holly Headstock), którą dziś możemy dostać jedynie w gitarach z serii Historic Reissue. Kodowanie 9 cyfrowego nr seryjnego nabitego z tyłu główki nie zmieniło się od jubileuszowego roku 2014: dwie pierwsze cyfry oznaczają rok produkcji, a cała reszta kolejny numer wyprodukowanej gitary. Zmieniła się za to czcionka, na trochę bardziej rozciągniętą. Pod „Made In USA” nadal nabijana jest informacja o katalogowym roczniku. Wygląda na to, że Tektoidowe siodełko które zastąpiło Corian w 2014r, zadomowiło się na dobre.

Podstrunnicę z nieśmiertelnego palisandru zdobią akrylowe markery. Binding który ją otacza, posiada koronkę zwieńczającą końce progów (tzw. nibs). Kompensowany radius podstrunnicy wprowadzony do tego modelu w 2012r, ułatwia bending i poprawia grywalność. Profil gryfu to asymetryczny ’60s, a sam gryf począwszy od modeli 2016,  znów wklejany jest metodą Short Tenon.

BurstBucker PRO. Ten set humbucker’ów będący kolejną po 57 Classic próbą odtworzenia legendarnych PAFów, tłoczy energię w LP Standard nieprzerwanie od 2002r, a od 2012r robi to za pomocą czterech żył. Rozstaw nabiegunników w obu pozycjach to klasyczne 49.2mm. Dzięki potencjometrom CTS500 typu push/pull, mamy możliwość rozłączania cewek, odwrócenia fazy oraz opcji ‘pure bypass’. Sterowanie odbywa się za pomocą gałek typu tophat w kolorze amber. Cała elektronika znajduje się na nowoczesnej płytce PCB – tak jak w każdym LP Standard po 2008r.

Nowością dla wszystkich modeli 2017 jest aluminiowy hardware. W LP Standard T został on pokryty chromem.  Most to Nashville bridge, którego wysokość możemy regulować kluczem imbusowym. Jest to spore ułatwienie wprowadzone stosunkowo niedawno, bo w 2014r. Wszystkie elektryczne Gibsony 2017, zostały pozbawione podkładki Rhythm/Treble (switch washer).

Top gitary został wykonany z płomienistego klonu (flame maple) Premium Plus, czyli inaczej mówiąc klasy AAA. Standard w podstawowej wersji „awansował” na niego z klasy Plus (AA) dopiero w 2016r, ale jak sami dobrze wiecie – top topowi nierówny i niektóre są nieco bardziej 3xA, a niektóre troszkę mniej. Pickguard jest dołączony w zestawie ze śrubkami do samodzielnego montażu. Uważam to za bardzo dobre rozwiązanie, chociaż o wiele bardziej podobał mi się pionierski pomysł z 2015r z pickguardem przypinanym do ramek pickupów (obecnie dostępny w serii HP). Wykończenie gitary to nowość 2017 – Blueberry Burst, oznaczone w kodzie instrumentu oraz pod gryfowym pickupem jako B9. Od błękitu przez granat, na akcentach fioletu kończąc, mieni się do nas naprawdę przyjemnie i stanowi ciekawą odskocznię od sztampowej palety wykończeń. Styl malowania to rimburst – czyli burst wzdłuż krawędzi gitary, a nie w tzw kroplę. Tył instrumentu to piękny, głęboki, ale transparentny atrament.

Brzmienie testowanego egzemplarza bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Do gitary podszedłem ze sporym dystansem, ale już po pierwszych akordach nie było wątpliwości – jest dobrze.  Różne opcje jego kreowania za pomocą potków push/pull dają bardzo ciekawy efekt. Miałem problem z przyzwyczajeniem się do wąskiego, asymetrycznego gryfu, ale pozwoliłem sobie na szybki wywiad środowiskowy wśród właścicieli poprzednich roczników: ponoć jest to do opanowania i z czasem rzeczywiście przedkłada się na komfort, więc nie pozostaje mi nic innego jak zaufać ich opinii.  Reasumując: LP Standard T z rocznika 2017 to naprawdę udana gitara. Poza tym, że cech wspólnych ze swoim imiennikiem z generacji poprzedzających rewolucję z 2008r ma niewiele, na pewno jest w stanie zadowolić zarówno gitarzystów, jak i ortodoksyjnych fanów marki Gibson – o ile Ci ostatni dokupią blank truss rod cover.

Kuba Olejnik