Dziś postanowiliśmy przypomnieć Wam prawdziwie piorunującą historię Charlesa Hoyta i jego gitary – Gibsona LP’59 reissue. Ów prehistoryk (przepiękne wznowienie sunbursta z lat 50.) wyprodukowany w 1985 roku, swoje życie zakończył zaledwie 7 lat później gdy uderzył w niego… piorun!

Pewnego dnia roku 1992, Charles zostawił swojego gibola w pokoju (zresztą jak zawsze) w futerale pod ścianą i wyszedł z domu na kilka godzin. W tym samym czasie przez miejscowość w której mieszkał przeszła burza z piorunami. Jeden z nich uderzył w sosnę rosnącą tuż przy jego domu – rozpołowił ją na pół, następnie przeskoczył na metalowe elementy zadaszenia domu, potem do środka przez ścianę budynku i trafił prosto w futerał z Gibsonem. Wyładowanie rozpoczęło swoją przygodę z Les Paulem od główki i pręta napinającego gryf, sukcesywnie przemieszczając się w stronę korpusu, topiąc wszystko co stanęło na jego drodze. Po wyrzuceniu ostatnich progów piorun przeszedł przez pickupy, kończąc swoją podróż na mostku. Trzy z jego siodełek wyleciały w powietrze z taką siłą, że przeszły na wylot przez futerał.

Właściciel gitary kiedy już ochłonął schował ją do szafy i przypomniał sobie o niej dopiero kilkanaście lat później, gdy głośna stała się sprawa skrzynki pocztowej z Claxton (w 1984r uderzył w nią kawałek meteorytu – w 2007 została sprzedana za ok 83tyś $). Charles postanowił wystawić rażonego piorunem Gibsona na sprzedaż. Licytacja stanęła jednak na kwocie… $1284. Obstawiamy, że gdyby aukcja miała miejsce w Polsce kwota ta była by jeszcze niższa ze względu na brak wszystkich oryginalnych części :-)

Kuba Olejnik