Gdy w 1974r rozpoczęła się wielka przeprowadzka linii produkcyjnej Gibson z Kalamazoo do Nashville, model LP Custom produkowany był jednocześnie w obu tych lokalizacjach. Tak się złożyło, że mieliśmy już na naszym  makeoverowym warsztacie ’79 LPC wyprodukowane w Nashville (http://gibzone.pl/makeover-area/1979-gibson-lpc-wine-red/), a teraz nadszedł czas na ’79 LPC prosto z Kalamazoo!

Zacznijmy od wyjaśnienia, po czym można rozpoznać gdzie dany instrument został wyprodukowany. Otóż wypiek z Nashville ma napis Made In USA umieszczony równolegle względem nr seryjnego z tyłu główki (tak samo jak każdy współczesny gibol z linii USA) oraz malutkie, czarne kropki-znaczniki na bindingu. Natomiast Kalamazoo posiada napis prostopadły, a kropki o regularnej grubości są wykonane z materiału „tortoiseshell” – dokładnie tak jak w fiftiesach i ostatnich eRkach. I taki właśnie LPC trafił na nasz warsztat.

Gitara przeszła już wcześniej przynajmniej jeden refin (ale podejrzewamy, że było ich kilka): jej ostatnie wcielenie to fioletowo-wiśniowy mix kolorów składający się trochę z bejcy, trochę z lakieru. Wykończenie zostało położone niestarannie, bez wyrównania powierzchni i bez dbałości o detale. Gitara była tyle razy szlifowana, że ranty bindngu w newralgicznych miejscach poprzecierano, a sam bindning zaczął się niestety kończyć. Płytki maskujące potki i switch wystawały ponad linię powierzchni pleców, co również było wynikiem częstego szlifowania. Paradoksalnie – mimo tylu szlifów, powierzchnia drewna była nadal nierówna! Front główki pozbawiono czarnego lakieru, a odbarwioną szarą fibrę z logiem Gibson i diamentem maźnięto jedynie bezbarwnym.

Na gryfie wzdłuż podstrunnicy rozciągała się długa rysa, stanowiąca wielką niewiadomą. Po usunięciu lakieru okazało się, że na całe szczęście nie jest to pęknięcie, a jedynie głęboka rysa w drewnie. Kolejnym plusem była główka bez żadnych napraw. Sporo czasu poświęciliśmy na wyprowadzenie boków i pleców, ponieważ znaleźliśmy tam fajny kawałek mahoniu i postanowiliśmy pokazać go światu. Pogłębiliśmy ranty otworów na których zamocowane były płytki maskujące switch i potki, i teraz zaczęły się ładnie licować z powierzchnią pleców. Topu oraz gryfu nie udało się uratować – kolorowy lakier wszedł bardzo głęboko w klonowe pory i mimo usilnych starań, był nie do wyciągnięcia. A ponieważ binding zaczął się kończyć, zmuszeni byliśmy zaprzestać dalszych działań. Szkoda, bo top okazał się jednym dużym kawałkiem z niewielką doklejką i przebijającym gdzieniegdzie flamem.

Niestety nigdzie nie odnaleźliśmy fabrycznych oznaczeń dotyczących oryginalnego wykończenia, więc po konsultacji z właścicielem zadecydowaliśmy się na bardzo klasyczne, ale praktycznie niespotykane w modelu LPC wykończenie: GoldTop Darkback. Takie właśnie złotka z ciemno-orzechowymi plecami oryginalnie powstały w latach 50. jako alternatywa dla regularnych goldasów, no a dziś możemy się cieszyć ich Custom Shopowymi wznowieniami serwowanymi od czas do czasu obok zwykłych R7mek. W tych wypadkach wszystko jednak obracało się tylko wokół modelu LP Standard, dlatego adrenalina skoczyła na wieść o tym, że zrobimy takie LPC.

Pory drewna wypełniliśmy fillerem, następnie położyliśmy sealer i kolory: złoto na top i ciemny ale transparentny brąz na tył. Front główki odżył gdy dostał czarny lakier. A ponieważ gitara ma 40 lat, dla podtrzymania efektu vintage i dopasowania do stanu bindingu, całość na koniec opruszyliśmy pożółkłym nitro. Założyliśmy wysokie historyczne ramki, dorzuciliśmy pointersy i czarne gałki tophat. Elektryka była zbitkiem modyfikacji z różnych epok, więc wstawiliśmy nowe potki CTS, olejowe kondensatory, a całość połączyliśmy schematem 50s wiring. Metalową płytkę, switch i jack pozostawiliśmy oryginalne. Wymieniliśmy również tuleje od strunociągu na gibsonowskie. Te na gitarze miały kołnierz, który podczas ostatniego refinu został zalakierowany razem z topem… Zainstalowaliśmy również nowy most Nashville, który postarzyliśmy aby wizualnie wpasował się w resztę hardware’u. Wszystkie prace lakiernicze wykonaliśmy w 100% nitro, bez wspomagania się twardymi lakierami podkładowymi.

Bez wątpienia był to ciekawy projekt. Bartek, dzięki za zaufanie.

Kuba Olejnik